Jesienne ciasto to herbaty w nietypowej wersji - z prażonym słonecznikiem na zastygającym kajmaku.
Składniki na tortownicę 26 cm
Biszkopt:
4 jajka
1/2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki skrobi lub mąki ziemniaczanej
1/2 szklanki cukru
2 łyżki wody
Mąkę wymieszać ze skrobią i przesiać przez sitko. Odstawić na bok. Oddzielić żółtka od białek. Białka ubić na sztywną pianę. Następnie
dodawać stopniowo cukier łyżka po łyżce, miksując za każdym razem do rozpuszczenia. Dalej miksując, dodawać po kolei po jednym
żółtku.Przesiane mąki dodawać porcjami do masy
jajecznej, delikatnie mieszając szpatułką lub łyżką drewnianą, tylko do
połączenia się składników. W międzyczasie dodać wodę. Najlepiej mieszać tylko w jedną stronę ;) Dno tortownicy o średnicy 26cm wyłożyć papierem do pieczenia i
zacisnąć obręcz. Gotowe ciasto przełożyć do tortownicy i piec w nagrzanym piekarniku
ok. 20-30 min. w temperaturze 180°C (grzałka góra- dół), do suchego
patyczka. Po upieczeniu uchylić lekko drzwiczki piekarnika i pozostawić
biszkopt na parę minut w piekarniku. Wyjąć i wystudzić. Po wystudzeniu przekroić na dwa blaty.
Jabłka:
ok. 1,5 kg jabłek
ok. 2 łyżeczek cynamonu lub więcej jeśli lubimy
szklanka soku jabłkowego
4 łyżeczki żelatyny
ew. łyżka cukru trzcinowego, ksylitolu lub innego słodziła
ja dodałam również konfiturę domowej roboty z pigwowca - można pominąć lub dodać jakiś inny składnik wg pomysłu
Jabłka obrać, pokroić w drobną kostkę i wrzucić do garnka. Dodać cukier - jeśli dodajemy i prażyć tak mieszając, aż jabłka nieco zmiękną. W międzyczasie w rondelku podgrzać sok jabłkowy, aby był bardzo ciepły i dodać żelatynę, mieszając do jej rozpuszczenia. Gdy jabłka nie będą się już gotować, ale będą jeszcze ciepłe, dodajemy również ciepłą żelatynę i dokładnie mieszkamy. Odstawiamy aż jabłka delikatnie zaczną tężeć. Wówczas wylewamy na spodni blat biszkoptu.
Budyń:
750 ml mleka
4 żółtka
ziarenka z 1 laski wanilii
2 pełne łyżki masła
ok. 2 łyżki cukru trzcinowego
3/4 szklanki skrobi ziemniaczanej
Mleko (zostawiamy sobie ok. 3/4 szklanki do rozmieszania "zaprawy" ;)) podgrzewamy z ziarenkami wanilii, strąkiem wanilii, masłem i cukrem. Gdy będzie już ciepłe strąk wyjmujemy. W miseczce mieszamy dokładnie żółtka, resztę zimnego mleka i skrobię. Odstawiamy na chwilę mleko z palnika i powoli, cały czas intensywnie mieszając wlewamy zawartość do mleka. Można się wspomóc mikserem. Następnie należy zagotować całość, dalej mieszając i podgrzewać tak długo, aż przestaniemy wyczuwać na języku mąkę. Budyń powinien być gęsty, ale gładki i kremowy. Jeszcze ciepły budyń wylewamy na jabłka. Najlepiej wcześniej częścią budyniu posmarować górny blat od tej strony, od której przykleimy ciasto do budyniu. Wtedy mamy pewność, że górna część biszkoptu nie będzie odpadać od ciasta po zastygnięciu budyniu.
Polewa kajmakowa ze słonecznikiem
2 pełne łyżki kajmaku
4 łyżki mleka
2 garście słonecznika łuskanego
kilka łyżek soku jabłkowego do nasączenia górnego blatu
Biszkopt nasączyć sokiem jabłkowym z pomocą łyżki. Kajmak wymieszać z mlekiem, ogrzewając w kąpieli wodnej. Można też podgrzać w mikrofalówce. Otrzymamy gładką i płynną polewę. Pokrywamy nią biszkopt i posypujemy obficie uprażonym wcześniej na suchej patelni słonecznikiem.
Ciasto przed podaniem musi odstać w lodówce, aby budyń nabrał odpowiedniej konsystencji, a jabłka stężały.
Humorystycznym akcentem
Teksty na niniejszym blogu, autorstwa czynnie zainspirowanej żywnością i pogłębiającej wiedzę w zakresie dietetyki osoby - nie wnoszą potrzeby i ideologii dośmiertnego wypierania się cukru, soli, znienawidzonej "białej" mąki, mleka odbieranego biednym cielakom, glutenu, czymkolwiek on pozostaje w rozumieniu niektórych wiarołomnych artykułów itp. Czyli nie dajmy się uwieść bałaganiarskim informacjom.
Witaj na blogu kolorowej, urozmaiconej treści, przedstawiającej kuchenne zapiski i twory, pozostające w zgodzie z racjonalnym i przede wszystkim świadomym żywieniem. Być może znajdziesz tu wskazówki, których gości do swojej kuchni wpuszczać częściej, a którym urywać nos drzwiami.
Witaj na blogu kolorowej, urozmaiconej treści, przedstawiającej kuchenne zapiski i twory, pozostające w zgodzie z racjonalnym i przede wszystkim świadomym żywieniem. Być może znajdziesz tu wskazówki, których gości do swojej kuchni wpuszczać częściej, a którym urywać nos drzwiami.
poniedziałek, 21 listopada 2016
sobota, 27 sierpnia 2016
Pożywna sałatka z pieczonymi burakami i selerem
Proponuję bardzo smaczną sałatkę na nieco bardziej jesienne już wieczory lub pożywne drugie śniadanie z soczystych o tej porze roku warzyw korzeniowych w roli głównej. Z powodzeniem można zapakować ją do pojemnika i zabrać ze sobą w drogę.
Składniki na 6-8 porcji
3 średnie buraki
1 średni seler
150 g fety
opakowanie mieszanki sałat ze szpinakiem
1 szklanka kaszy bulgur, orkiszowej lub innej
2 papryki czerwone
1 szalotka
garść pestek dyni
oliwa z oliwek
masło klarowane 1 łyżeczka
przyprawy: sół, papryka ostra, czosnek granulowany
na sos:
olej lniany zimnotłoczony 2 łyżki
sok z cytryny 2 łyżki
musztarda 2 łyżeczki
miód 1 łyżeczka
sół, pieprz
dodatki opcjonalnie: bruschetta z oliwą i czosnkiem zapieczona w piekarniku
Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Buraki i seler obrać, umyć i pokroić na grubsze plastry. Rozłożyć na papierze do pieczenia na blaszce. Przyprawić solą, ostrą papryką wg upodobań oraz polać delikatnie oliwą. Blaszkę przykryć folią aluminiową, tak by nie dotykała warzyw. Wstawić do piekarnika i piec warzywa na półmiękko. Wystudzić, pokroić w mniejsze cząstki.
Kaszę ugotować ze szczypta soli w wodzie w stosunku 1:2 do miękkości. Wsypać do miski, w której robimy sałatkę, dodać warzywa korzeniowe.
Na patelni rozgrzać masło klarowane. Podsmażyć pokrojoną w krążki szalotkę oraz paprykę skrojoną w kostkę. Smażyć 10 minut, od czasu do czasu mieszając. Ser skroić w drobną kostkę, dorzucić do miski. W ostatnim etapie dorzucamy wystudzoną paprykę z cebulą, sałatę ze szpinakiem i zabieramy się za sos.
Do małego słoiczka dodajemy wszystkie składniki, zakręcamy i wstrząsamy tak długo, aż stanie się gęsty i kremowy. Polewamy sosem całość, dodajemy pestki dyni (można je wcześniej podprażyć) i mieszamy delikatnie. Przed podaniem najlepiej lekko schłodzić. Smacznego!
czwartek, 28 lipca 2016
Torcik czekoladowo-kokosowy z owocami
Propozycja na torcik, należący do tych lżejszych. Zaspokoi
podniebienia miłośników czekolady i kokosu. Dodatkowo jest porcją witamin,
dzięki dużej ilości ulubionych owoców w kokosowej masie. Ja polecam dodać m.in.
granat ze względu na jego chrupkość i orzeźwiający smak. Możecie dodać też
maliny, jagody, porzeczki, gruszki, borówkę. Torcik nie należy do najbardziej
pracochłonnych, a efekt gwarantowany :)
Składniki na biszkopt:
5 jaj (w temperaturze pokojowej)
100 g cukru trzcinowego
95 g mąki pszennej 550
40 g mąki ziemniaczanej
1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej
opcjonalnie ziarenka wanilii
******
do nasączenia biszkoptu pół szklanki płynu --> sok z
cytryny z wodą 1:1 lub sok pomarańczowy
Spód tortownicy wykładamy papierem do pieczenia, zapinamy obręcz. Białka oddzielamy od żółtek. Ubijamy białka ze szczyptą soli na sztywną pianę. Cały czas ubijając dodajemy po łyżce cukru, czekając za każdym razem aż cukier się rozpuści. Musi powstać błyszcząca, dość sztywna masa. Cały czas miksując, dodajemy kolejno po jednym żółtku. Następnie dodajemy (mieszkając już łyżką, lub miksując krótko na najwolniejszych obrotach) partiami przesiane mąki z sodą. Gładką masę przelewamy do tortownicy i wstawiamy do piekarnika na ok. 30 minut (do suchego patyczka). Studzimy w uchylonym piekarniku. Całkowicie wystudzony biszkopt odpinamy i przekrawamy na pół.
Składniki na krem:
800 ml śmietanki 30 %
150 g gorzkiej czekolady
szklanka wiórków kokosowych (najlepiej niesiarkowanych)
3 łyżeczki żelatyny + odrobiona chłodnej wody
cukier puder/ksylitol/stewia do smaku
dowolne owoce ok.3 szklanki (u mnie granat, jagody leśne i
maliny)
Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i pozostawiamy do przestygnięcia. Żelatynę zalewamy w rondelku chłodną wodą (tak aby zaledwie przykryła żelatynę) i pozostawiamy do namoczenia. Po 10 minutach rozpuszczamy żelatynę na najmniejszej mocy palnika, ciągle mieszając. Nie może się zagotować. Gdy się rozpuści pozostawiamy do przestygnięcia.
Silnie schłodzoną śmietankę ubijamy na sztywno po czym
dzielimy na pół. Do jednej połowy dodajemy ostudzoną czekoladę wolnym
strumieniem, energicznie mieszkając lub miksując na wolnych obrotach. Dodajemy
też 1/3 płynnej i przestudzonej żelatyny. Gdyby zdążył nam stężeć znów
delikatnie ją podgrzewamy i studzimy przed dodaniem. Do drugiej połowy dodajemy
cukier lub słodzik wg uznania, pozostałą część żelatyny, wiórki kokosowe
oraz owoce. Część owoców warto przeznaczyć na dekorację.
Przełożenie:
Pierwszy blat biszkoptu odrywamy delikatnie od papieru i
ponownie na nim umieszczamy (będzie nam łatwiej później wyciągać pokrojone
ciasto. Umieszczamy blat w formie z zapiętą obręczą. Nasączamy połową płynu.
Wykładamy czekoladową masę. Kładziemy drugi blat biszkoptu, lekko dociskając i
wyrównując krem poniżej. Nasączamy drugą połową płynu i wykładamy kokosową
masę. Wyrównujemy i dekorujemy dowolnie owocami. Wstawiamy do lodówki,
najlepiej na całą noc.
poniedziałek, 9 maja 2016
Lekki torcik z kremem jogurtowym, truskawkami i pieczonym rabarbarem
Bardzo orzeźwiający, letni i odchudzony torcik. Jednak taki pyszny i nie nudny.
Z pewnością dałoby się go odchudzić jeszcze odrobinę i też nie ucierpiałby na smaku.
Przepis zainspirowany blogiem MojeWypieki, w wesji zmodyfikowanej.
Proporcje na tortownicę o średnicy 26 cm
Pieczony rabarbar:
ok. 600-700 g rabarbaru
łyżka miodu
laska wanilii
sok z połowy cytryny
Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni (góra-dół)
Rabarbar myjemy, obcinamy końcówki. Obieramy tylko te łodygi, które mają bardzo twardą skórę. Kroimy na części i wsypujemy do niedużej blaszki. Polewamy sosem z miodu, soku cytrynowego i ziaren wanilii. Mieszkamy, aby rabarbar oblepił się sosem i wstawiamy do piekarnika na ok. 8-10 minut. Piekarnika nie wyłączamy.
Biszkopt:
5 jaj (w temperaturze pokojowej)
100 g cukru trzcinowego
95 g mąki pszennej 550
40 g mąki ziemniaczanej
*
do nasączenia upieczonego biszkoptu sok z dwóch małych pomarańczy
400-500 g truskawek
Spód tortownicy wykładamy papierem do pieczenia, zapinamy obręcz. Białka oddzielamy od żółtek. Ubijamy białka ze szczyptą soli na sztywną pianę. Cały czas ubijając dodajemy po łyżce cukru, czekając za każdym razem aż cukier się rozpuści. Musi powstać błyszcząca, dość sztywna masa. Cały czas miksując, dodajemy kolejno po jednym żółtku. Następnie dodajemy (mieszkając już łyżką, lub miksując krótko na najwolniejszych obrotach) partiami mąki. Gładką masę przelewamy do tortownicy i wstawiamy do piekarnika na ok. 30-35 minut (do suchego patyczka). Studzimy w uchylonym piekarniku. Całkowicie wystudzony biszkopt odpinamy i przekrawamy na pół.
Krem jogurtowy:
800 g jogurtu greckiego (im gęstszy jogurt, tym miej żelatyny należy dodać, polecam jogurt bałkański Maluta - tu nie potrzeba żelatyny wcale, o ile nie chcecie typowo sztywnego kremu. Jeśli jogurt swobodnie wypływa z przechylonego kubeczka dodałabym 2,5-3 płaskie łyżeczki żelatyny)
1,5-3 łyżeczki żelatyny
laska wanilii
ksylitol do smaku (ew. miód, cukier itp,)
Żelatynę wsypujemy do rondelka i zalewamy zimną wodą do przykrycia. Odstawiamy na 10 minut. W tym czasie mieszkamy jogurt i ziarenkami wanilii i ksylitolem. Dodajemy go tyle, aby krem był smaczny, ale nie przesłodzony. Żelatynę ustawiamy na palniku, niezbyt rozgrzanym i ogrzewamy do rozpuszczenia, ciągle mieszkając (nie wolno doprowadzić do wrzenia). Kiedy całkowicie się rozpuści odstawiamy do wystudzenia. Wystudzoną wlewamy do jogurtu, energicznie mieszkając.
Galaretka:
800 ml płynu na galaretkę (u mnie dwa małe słoiczki domowego soku malinowego rozcieńczone wodą do objętości 800 ml - wodą regulujemy słodkość galaretki, a więc ilość wody zależy od tego, jaki posiadacie sok)
4 łyżeczki żelatyny
800 ml soku podgrzewamy do wysokiej temperatury (nie zagotowujemy!), Zdejmujemy z palnika i wsypujemy żelatynę, mieszkając od jej rozpuszczenia. Pozostawiamy do wystudzenia
Przełożenie:
Pierwszy blat biszkoptu wkładamy do tortownicy i zapinamy obręcz. Nasączamy sokiem pomarańczowym, układamy pieczony rabarbar, zalewamy połową kremu jogurtowego, wyrównujemy i nakładamy drugi blat. Znów nasączamy lekko sokiem i wylewamy pozostałą część kremu. Wstawiamy do lodówki.
Dopiero jak krem nieco stężeje i również galaretka zacznie gęstnieć, kroimy truskawki i układamy na kremie, zalewając galaretką. Wstawiamy ciasto do lodówki, najlepiej na całą noc.
Z pewnością dałoby się go odchudzić jeszcze odrobinę i też nie ucierpiałby na smaku.
Przepis zainspirowany blogiem MojeWypieki, w wesji zmodyfikowanej.
Proporcje na tortownicę o średnicy 26 cm
Pieczony rabarbar:
ok. 600-700 g rabarbaru
łyżka miodu
laska wanilii
sok z połowy cytryny
Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni (góra-dół)
Rabarbar myjemy, obcinamy końcówki. Obieramy tylko te łodygi, które mają bardzo twardą skórę. Kroimy na części i wsypujemy do niedużej blaszki. Polewamy sosem z miodu, soku cytrynowego i ziaren wanilii. Mieszkamy, aby rabarbar oblepił się sosem i wstawiamy do piekarnika na ok. 8-10 minut. Piekarnika nie wyłączamy.
5 jaj (w temperaturze pokojowej)
100 g cukru trzcinowego
95 g mąki pszennej 550
40 g mąki ziemniaczanej
*
do nasączenia upieczonego biszkoptu sok z dwóch małych pomarańczy
400-500 g truskawek
Spód tortownicy wykładamy papierem do pieczenia, zapinamy obręcz. Białka oddzielamy od żółtek. Ubijamy białka ze szczyptą soli na sztywną pianę. Cały czas ubijając dodajemy po łyżce cukru, czekając za każdym razem aż cukier się rozpuści. Musi powstać błyszcząca, dość sztywna masa. Cały czas miksując, dodajemy kolejno po jednym żółtku. Następnie dodajemy (mieszkając już łyżką, lub miksując krótko na najwolniejszych obrotach) partiami mąki. Gładką masę przelewamy do tortownicy i wstawiamy do piekarnika na ok. 30-35 minut (do suchego patyczka). Studzimy w uchylonym piekarniku. Całkowicie wystudzony biszkopt odpinamy i przekrawamy na pół.
Krem jogurtowy:
800 g jogurtu greckiego (im gęstszy jogurt, tym miej żelatyny należy dodać, polecam jogurt bałkański Maluta - tu nie potrzeba żelatyny wcale, o ile nie chcecie typowo sztywnego kremu. Jeśli jogurt swobodnie wypływa z przechylonego kubeczka dodałabym 2,5-3 płaskie łyżeczki żelatyny)
1,5-3 łyżeczki żelatyny
laska wanilii
ksylitol do smaku (ew. miód, cukier itp,)
Żelatynę wsypujemy do rondelka i zalewamy zimną wodą do przykrycia. Odstawiamy na 10 minut. W tym czasie mieszkamy jogurt i ziarenkami wanilii i ksylitolem. Dodajemy go tyle, aby krem był smaczny, ale nie przesłodzony. Żelatynę ustawiamy na palniku, niezbyt rozgrzanym i ogrzewamy do rozpuszczenia, ciągle mieszkając (nie wolno doprowadzić do wrzenia). Kiedy całkowicie się rozpuści odstawiamy do wystudzenia. Wystudzoną wlewamy do jogurtu, energicznie mieszkając.
Galaretka:
800 ml płynu na galaretkę (u mnie dwa małe słoiczki domowego soku malinowego rozcieńczone wodą do objętości 800 ml - wodą regulujemy słodkość galaretki, a więc ilość wody zależy od tego, jaki posiadacie sok)
4 łyżeczki żelatyny
800 ml soku podgrzewamy do wysokiej temperatury (nie zagotowujemy!), Zdejmujemy z palnika i wsypujemy żelatynę, mieszkając od jej rozpuszczenia. Pozostawiamy do wystudzenia
Przełożenie:
Pierwszy blat biszkoptu wkładamy do tortownicy i zapinamy obręcz. Nasączamy sokiem pomarańczowym, układamy pieczony rabarbar, zalewamy połową kremu jogurtowego, wyrównujemy i nakładamy drugi blat. Znów nasączamy lekko sokiem i wylewamy pozostałą część kremu. Wstawiamy do lodówki.
Dopiero jak krem nieco stężeje i również galaretka zacznie gęstnieć, kroimy truskawki i układamy na kremie, zalewając galaretką. Wstawiamy ciasto do lodówki, najlepiej na całą noc.
wtorek, 22 marca 2016
Delikatne ciasto migdałowo-bananowe
Troszkę przypominające nadchodzącą Wielkanoc, ze względu na dodatek migdałów i marcepanu. Ciasto dość szybkie w przygotowaniu, delikatne i smaczne.
Podaje proporcje na dużą formę 38x25 cm. W razie potrzeby można je oczywiście zmniejszyć.
Składniki na biszkopt migdałowy:
12 jaj (w temperaturze pokojowej)
2 szklanki mąki (pół na pół typ 650 i 720)
niepełna szklanka cukru trzcinowego
7 łyżek mielonych migdałów
łyżeczka sody oczyszczonej
Żółtka oddzielamy od białek. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę. Dodajemy po łyżce cukru, nadal ubijając po każdej łyżce do jego rozpuszczenia. Zmniejszamy obroty miksera do najniższych i dodajemy kolejno po jednym żółtku, krotko miksując. Wyłączamy mikser i dodajemy partiami mąkę wymieszaną z sodą. Mieszamy masę delikatne. Do ciasta warto dodać startą skórkę z pomarańczy.
Przekładamy ciasto do formy. Dno formy (jeśli z odpinana obręczą) wykładamy wcześniej papierem do pieczenia. Pieczemy ok 35 - 40 minut. Ciasto z mniejszej porcji pieczemy nieco krócej. Studzimy w uchylonym piekarniku.
Po wystudzeniu przekrawamy na 3 blaty
Składniki na warstwę bananową:
800 g serka homogenizowanego
3 duże banany
sok z dwóch pomarańczy
3-4 łyżeczki ksylitolu lub cukru
4,5 łyżeczki żelatyny
Ponadto:
3-4 pomarańcze
200 g masy marcepanowej
100 g śmietanki 30 %
100 g białej czekolady
Żelatynę zalewamy w rondelku ok. 1/2 szklanki zimnej wody i odstawiamy do napęcznienia. Banany miksujemy na gładką masę razem z wyciśniętym sokiem pomarańczowym (pozostały po wyciśnięciu miąższ również dodajemy do masy). Tak zmiksowane banany mieszamy z serkiem i ksylitolem. Namoczoną żelatynę podgrzewamy ostrożnie do rozpuszczenia (nie doprowadzając do zagotowania) i studzimy. Wystudzoną mieszamy z masą bananową.
Pierwszy blat biszkoptowy namaczamy za pomocą łyżeczki sokiem pomarańczowym, wylewamy masę bananową, nakładamy drugi blat i znów nasączamy.
Masę marcepanową rozwałkowujemy na kształt i wielkość formy. Nakładamy na blat biszkoptowy, lekko dociskając. Nakładamy trzeci blat i znów dociskamy.
Śmietankę zagotowujemy. Zdejmujemy z palnika i dodajemy połamaną białą czekoladę. Mieszamy do powstania gładkiej masy. Polewamy ciasto i wygładzamy łyżką. Ciasto przed podaniem powinno w lodowce spędzić najlepiej całą noc.
Podaje proporcje na dużą formę 38x25 cm. W razie potrzeby można je oczywiście zmniejszyć.
Składniki na biszkopt migdałowy:
12 jaj (w temperaturze pokojowej)
2 szklanki mąki (pół na pół typ 650 i 720)
niepełna szklanka cukru trzcinowego
7 łyżek mielonych migdałów
łyżeczka sody oczyszczonej
Żółtka oddzielamy od białek. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę. Dodajemy po łyżce cukru, nadal ubijając po każdej łyżce do jego rozpuszczenia. Zmniejszamy obroty miksera do najniższych i dodajemy kolejno po jednym żółtku, krotko miksując. Wyłączamy mikser i dodajemy partiami mąkę wymieszaną z sodą. Mieszamy masę delikatne. Do ciasta warto dodać startą skórkę z pomarańczy.
Przekładamy ciasto do formy. Dno formy (jeśli z odpinana obręczą) wykładamy wcześniej papierem do pieczenia. Pieczemy ok 35 - 40 minut. Ciasto z mniejszej porcji pieczemy nieco krócej. Studzimy w uchylonym piekarniku.
Po wystudzeniu przekrawamy na 3 blaty
Składniki na warstwę bananową:
800 g serka homogenizowanego
3 duże banany
sok z dwóch pomarańczy
3-4 łyżeczki ksylitolu lub cukru
4,5 łyżeczki żelatyny
Ponadto:
3-4 pomarańcze
200 g masy marcepanowej
100 g śmietanki 30 %
100 g białej czekolady
Żelatynę zalewamy w rondelku ok. 1/2 szklanki zimnej wody i odstawiamy do napęcznienia. Banany miksujemy na gładką masę razem z wyciśniętym sokiem pomarańczowym (pozostały po wyciśnięciu miąższ również dodajemy do masy). Tak zmiksowane banany mieszamy z serkiem i ksylitolem. Namoczoną żelatynę podgrzewamy ostrożnie do rozpuszczenia (nie doprowadzając do zagotowania) i studzimy. Wystudzoną mieszamy z masą bananową.
Pierwszy blat biszkoptowy namaczamy za pomocą łyżeczki sokiem pomarańczowym, wylewamy masę bananową, nakładamy drugi blat i znów nasączamy.
Masę marcepanową rozwałkowujemy na kształt i wielkość formy. Nakładamy na blat biszkoptowy, lekko dociskając. Nakładamy trzeci blat i znów dociskamy.
Śmietankę zagotowujemy. Zdejmujemy z palnika i dodajemy połamaną białą czekoladę. Mieszamy do powstania gładkiej masy. Polewamy ciasto i wygładzamy łyżką. Ciasto przed podaniem powinno w lodowce spędzić najlepiej całą noc.
poniedziałek, 28 grudnia 2015
Rolada biszkoptowa z jabłkami, żurawiną i słonecznikiem w kajmaku
Jeśli ktoś jest przekonany o trudności wykonania rolady biszkoptowej jest w głębokim błędzie. Prosta, szybka i efektowna rolada. Niesamowicie wilgotna i mięciutka. Prostota jabłek jako nadzienia przełamana jest tu prażonym słonecznikiem, który przybiera całość razem ze słodkim kajmakiem
Budyń z żurawiną:
1 opakowanie budyniu śmietankowego bez cukru+ odrobina do oprószenia jabłek
0,35 l mleka
łyżka cukru trzcinowego
garść żurawiny suszonej
Przygotowujemy budyń wg instrukcji umieszczonej na opakowaniu, lecz z podaną tutaj ilością mleka i cukru. Pod koniec wsypujemy żurawinę i pozostawiamy.
Ciasto:
6 jabłek
6 jajek
szklanka mąki pszennej 550 lub 650
5 łyżek cukru trzcinowego
łyżka mąki ziemniaczanej
łyżeczka sody oczyszczonej
łyżka oleju + masło do wysmarowaniu papieru do pieczenia
cynamon
Wierzch:
2-3 garście słonecznika
3-4 łyżki kajmaku (bez dodatków w składzie = mleko+cukier)
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Jabłka obieramy, kroimy w ćwiartki, wykrawamy gniazda nasienne i ćwiartki kroimy w plasterki. Układamy na wysmarowanym masłem papierze, na dużej blaszce piekarnikowej. Oprószamy proszkiem budyniowym i cynamonem. Wstawiamy do piekarnika na 10 minut. Wyjmujemy, nie wyłączając piekarnika
Białka oddzielamy od żółtek. Żółtka ubijamy z 3 łyżkami cukru na puszystą masę. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę. Następnie do piany dodajemy kolejno 3 łyżki cukru, miksując kilka minut po każdym dodaniu. Łączymy delikatnie dwie masy jajeczne. Do masy dodajemy stopniowo wymieszane mąki z sodą, mieszając już szpatułką. Ciasto wykładamy na jabłka, wyrównując powierzchnię. Musimy otrzymać zgrabny prostokąt. Wstawiamy do piekarnika na 25 minut. Po tym czasie wyjmujemy ciasto i przewracamy do góry nogami na czystą ściereczkę. W ten sposób mamy jabłka na górze. Wykładamy na nie masę budyniową, pozostawiając marginesy na brzegach. Jeszcze gorącą roladę zwijamy i układamy łączeniem do spodu. Polewamy podgrzanym w kąpieli wodnej kajmakiem i posypujemy obficie uprażonym na suchej patelni słonecznikiem. Wystudzone ciasto wstawiamy do lodówki do stężenia.
Budyń z żurawiną:
1 opakowanie budyniu śmietankowego bez cukru+ odrobina do oprószenia jabłek
0,35 l mleka
łyżka cukru trzcinowego
garść żurawiny suszonej
Przygotowujemy budyń wg instrukcji umieszczonej na opakowaniu, lecz z podaną tutaj ilością mleka i cukru. Pod koniec wsypujemy żurawinę i pozostawiamy.
Ciasto:
6 jabłek
6 jajek
szklanka mąki pszennej 550 lub 650
5 łyżek cukru trzcinowego
łyżka mąki ziemniaczanej
łyżeczka sody oczyszczonej
łyżka oleju + masło do wysmarowaniu papieru do pieczenia
cynamon
Wierzch:
2-3 garście słonecznika
3-4 łyżki kajmaku (bez dodatków w składzie = mleko+cukier)
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Jabłka obieramy, kroimy w ćwiartki, wykrawamy gniazda nasienne i ćwiartki kroimy w plasterki. Układamy na wysmarowanym masłem papierze, na dużej blaszce piekarnikowej. Oprószamy proszkiem budyniowym i cynamonem. Wstawiamy do piekarnika na 10 minut. Wyjmujemy, nie wyłączając piekarnika
Białka oddzielamy od żółtek. Żółtka ubijamy z 3 łyżkami cukru na puszystą masę. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę. Następnie do piany dodajemy kolejno 3 łyżki cukru, miksując kilka minut po każdym dodaniu. Łączymy delikatnie dwie masy jajeczne. Do masy dodajemy stopniowo wymieszane mąki z sodą, mieszając już szpatułką. Ciasto wykładamy na jabłka, wyrównując powierzchnię. Musimy otrzymać zgrabny prostokąt. Wstawiamy do piekarnika na 25 minut. Po tym czasie wyjmujemy ciasto i przewracamy do góry nogami na czystą ściereczkę. W ten sposób mamy jabłka na górze. Wykładamy na nie masę budyniową, pozostawiając marginesy na brzegach. Jeszcze gorącą roladę zwijamy i układamy łączeniem do spodu. Polewamy podgrzanym w kąpieli wodnej kajmakiem i posypujemy obficie uprażonym na suchej patelni słonecznikiem. Wystudzone ciasto wstawiamy do lodówki do stężenia.
Sernik kokosowy z orzeźwiającym musem owocowym
Zimowy, świąteczny sernik kokosowy przybrany w idealnie białe płatki śniegu, którego brakowało nam za oknem. Aksamitna masa serowa na spodzie z wiórek. A do tego płaszcz z bajecznie różowego musu, który możecie stworzyć z borówki brusznicy lub żurawiny. Lekko kwaśny i cierpki mus doskonale przełamie słodycz sernika. Całość dzięki temu nabiera orzeźwiającego wyrazu.
Na tortownicę 26 cm
Spód:
3 białka
135 g wiórek kokosowych (najlepiej niesiarkowanych)
2 łyżki cukru trzcinowego
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę. Dodajemy kolejno po łyżce cukru, cały czas miksując jeszcze przez parę minut. Następnie dodajemy wiórki i mieszamy delikatnie szpatułką. Masę wykładamy na spód tortownicy, wyłożony papierem do pieczenia. Rozkładamy równomiernie, dociskając (najlepiej robić to dłonią). Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 10 minut.
Masa serowa:
1 kg twarogu sernikowego
5-6 łyżek cukru
100 g białej czekolady
200 ml śmietanki kokosowej
125 g mascarpone
2 łyżki wiórek kokosowych
4 jajka
3 łyżki mąki ziemniaczanej
Twaróg, mascarpone i śmietankę kokosową umieszczamy w dużej misce. Dodajemy cukier oraz rozpuszczoną w kąpieli wodnej, lekko przestudzoną białą czekoladę (podczas dodawania czekolady miksujemy całość). Dosypujemy wiórki, oraz wbijamy jajka, krótko miksując. Na koniec dodajemy mąkę ziemniaczaną, znów krótko miksując.
Wstawiamy do piernika rozgrzanego do 180 stopni (góra-dół) na 15 minut. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 120 stopni i pieczemy jeszcze 90-100 minut. Środek sernika przy potrząsaniu tortownicą nie może być lejący, ale zwarty. Po wyłączeniu piekarnika sernik pozostawiamy do wystygnięcia w środku, przy lekko uchylonych drzwiczkach.
Mus borówkowy:
200 ml mocno schłodzonej śmietanki kokosowej
125 g mocno schłodzonego mascarpone
szklanka borówki brusznicy lub żurawiny (świeże lub mrożone)
4-5 łyżek cukru pudru
100 ml wody + łyżka
1,5 łyżki żelatyny
Żelatynę moczymy w 100 ml zimnej wody przez ok. 10 minut. Owoce (bez rozmrażania) umieszczamy w rondlu z 2 łyżkami cukru pudru i łyżką wody. Podgrzewamy, rozgniatając jagody, aby uzyskać jak najwięcej soku w jak najkrótszym czasie. Kiedy owoce puszczą dużo soku, blendujemy je na mus i przecieramy przez sito, pozbywając się skórek. Ponownie umieszczamy w rondlu i dodajemy żelatynę. Podgrzewamy, mieszając (nie wolno doprowadzić do wrzenia!) tak, aby żelatyna się rozpuściła. Po rozpuszczeniu pozostawiamy do wystudzenia
Śmietankę wraz z mascarpone ubijamy na wysokich obrotach miksera do uzyskania masy konsystencji bitej śmietany. Dodajemy cukier oraz przestudzony mus owocowy, cały czas miksując. Masę wylewamy na wystudzony sernik i wstawiamy do lodówki do stężenia.
*Aby uzyskać bardziej piankową konsystencję musu można odczekać przed wylaniem masy aż zacznie tężeć w osobnej misce, po czym napowietrzyć ją, miksując przez kilka minut. Wówczas dopiero wylać na sernik.
Po stężeniu owocowej masy sernik należy przechowywać w lodówce bez obręczy.
Na tortownicę 26 cm
Spód:
3 białka
135 g wiórek kokosowych (najlepiej niesiarkowanych)
2 łyżki cukru trzcinowego
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę. Dodajemy kolejno po łyżce cukru, cały czas miksując jeszcze przez parę minut. Następnie dodajemy wiórki i mieszamy delikatnie szpatułką. Masę wykładamy na spód tortownicy, wyłożony papierem do pieczenia. Rozkładamy równomiernie, dociskając (najlepiej robić to dłonią). Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 10 minut.
Masa serowa:
1 kg twarogu sernikowego
5-6 łyżek cukru
100 g białej czekolady
200 ml śmietanki kokosowej
125 g mascarpone
2 łyżki wiórek kokosowych
4 jajka
3 łyżki mąki ziemniaczanej
Twaróg, mascarpone i śmietankę kokosową umieszczamy w dużej misce. Dodajemy cukier oraz rozpuszczoną w kąpieli wodnej, lekko przestudzoną białą czekoladę (podczas dodawania czekolady miksujemy całość). Dosypujemy wiórki, oraz wbijamy jajka, krótko miksując. Na koniec dodajemy mąkę ziemniaczaną, znów krótko miksując.
Wstawiamy do piernika rozgrzanego do 180 stopni (góra-dół) na 15 minut. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 120 stopni i pieczemy jeszcze 90-100 minut. Środek sernika przy potrząsaniu tortownicą nie może być lejący, ale zwarty. Po wyłączeniu piekarnika sernik pozostawiamy do wystygnięcia w środku, przy lekko uchylonych drzwiczkach.
Mus borówkowy:
200 ml mocno schłodzonej śmietanki kokosowej
125 g mocno schłodzonego mascarpone
szklanka borówki brusznicy lub żurawiny (świeże lub mrożone)
4-5 łyżek cukru pudru
100 ml wody + łyżka
1,5 łyżki żelatyny
Żelatynę moczymy w 100 ml zimnej wody przez ok. 10 minut. Owoce (bez rozmrażania) umieszczamy w rondlu z 2 łyżkami cukru pudru i łyżką wody. Podgrzewamy, rozgniatając jagody, aby uzyskać jak najwięcej soku w jak najkrótszym czasie. Kiedy owoce puszczą dużo soku, blendujemy je na mus i przecieramy przez sito, pozbywając się skórek. Ponownie umieszczamy w rondlu i dodajemy żelatynę. Podgrzewamy, mieszając (nie wolno doprowadzić do wrzenia!) tak, aby żelatyna się rozpuściła. Po rozpuszczeniu pozostawiamy do wystudzenia
Śmietankę wraz z mascarpone ubijamy na wysokich obrotach miksera do uzyskania masy konsystencji bitej śmietany. Dodajemy cukier oraz przestudzony mus owocowy, cały czas miksując. Masę wylewamy na wystudzony sernik i wstawiamy do lodówki do stężenia.
*Aby uzyskać bardziej piankową konsystencję musu można odczekać przed wylaniem masy aż zacznie tężeć w osobnej misce, po czym napowietrzyć ją, miksując przez kilka minut. Wówczas dopiero wylać na sernik.
Po stężeniu owocowej masy sernik należy przechowywać w lodówce bez obręczy.
niedziela, 25 października 2015
Pierś kaczki z zapiekaną gruszką i orzeźwiająca sałatka ze świeżą żurawiną
Oto propozycja na porcję treściwego mięsa, podanego w jesiennym klimacie z orzeźwiającą sałatką i rozgrzewającą kaszą jaglaną. Kaczka zdecydowanie nie wygrywa w częstości spożywania z kurczakiem, indykiem, czy wieprzowiną. U części osób wzbudza pewne obawy w przygotowaniu. Mięso to po prostu trzeba wyczuć, później przygotowanie wcale nie musi być skomplikowane, czy pracochłonne.
Co do opinii na temat kaczego, czy też gęsiego mięsa zdania są podzielone. Oczywiście najwięcej jest osób mających zdania skraje - "tak" lub "nie". Jedni omijają ten drób szerokim łukiem, ze względu na wysoką zawartość tłuszczu, drudzy zaś propagują jego prozdrowotne wręcz właściwości i wpływ na obniżanie cholesterolu. Prawda jak w większości przypadków leży gdzieś po środku. Rzeczywiście układ kwasów tłuszczowych w tłuszczach gęsim i kaczym jest bardziej korzystny dla układu krwionośnego niż w wieprzowym, czy wołowym najogólniej mówiąc. Zawierają znacznie więcej kwasów jednonienasyconych i wielonienasyconych niż wieprzowina. Jednak traktowanie smalcu jakiegokolwiek jako panaceum na zdrowie i obniżanie cholesterolu jest błędem i niedomówieniem. Spożywanie jakiegokolwiek tłuszczu w ilości większej niż norma nie przyczynia się do poprawy zdrowia. Wprowadzenie również zwierzęcego tłuszczu na miejsce dobrej jakości tłuszczu roślinnego w dietę za sprawą propagowanych właściwości nie wiążę się z poprawą zdrowia u osób, które cierpią na choroby układu krążenia.
Podsumowując, zapomniane nieco mięso kaczki, czy gęsi powinno zdecydowanie wrócić na nasze stoły. Niech popularna wieprzowina czy "chudy" drób ustąpią jej troszkę miejsca. Nie ma jednak znaczących przyczyn, dla którego należałoby wystawiać je na piedestały. Chyba, że pod względem wszelkich innych walorów, odczuwanych przez nasze podniebienie w potrawach z udziałem tego aromatycznego mięsa.
Zachęcam do eksperymentów i życzę smacznego!
Składniki (2 porcje):
Mięso
2 piersi z kaczki
1 duża, dojrzała gruszka
4 łyżki wina wytrawnego (białe lub czerwone)
8-10 gałązek świeżego rozmarynu (lub 2 łyżki suszonego)
sól, pieprz ziołowy
Dobrze jest, gdy mięso posiada temperaturę pokojową, kiedy zaczynamy je przygotowywać. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Piersi myjemy pod bieżącą wodą i dokładnie osuszamy. Skórę nacinamy na krzyż, nie uszkadzając mięsa. Układamy skórą do dołu na nierozgrzanej jeszcze patelni, bez tłuszczu. Rozgrzewamy patelnię z mięsem, smażąc do wytopienia tłuszczu ze skóry i jej przyrumienienia. Po tym czasie odwracamy mięso i smażymy jeszcze ok 4 minuty. Przekładamy do naczynia żaroodpornego wyłożonego połową gałązek rozmarynu (skórą do dołu). Wcześniej skórę dobrze solimy i posypujemy pieprzem ziołowym. Wierzch mięsa polewamy połową wytopionego tłuszczu z patelni i winem. Następnie przyprawiamy tak samo, jak skórę. Układamy na wierzch pozostały rozmaryn i gruszkę ze skórką, pokrojoną w grubsze plasterki. Wycinamy z niej tylko gniazda nasienne. Przykrywamy naczynie folią aluminiową i pieczemy 20 minut. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 180 stopni, odkrywamy mięso, podlewając płynem powstałym podczas pieczenia. Pieczemy jeszcze 10-15 minut, podlewając mięso płynem kilkukrotnie. Po wyjęciu z piekarnika znów polewamy obficie płynem i pozostawiamy piersi, aby "odpoczęły". Zbyt wczesne rozkrojenie pozbawi mięso soczystości. Przed podaniem pozbawiamy mięso skóry lub robimy to bezpośrednio na talerzu.
Sałatka
50 g roszponki
1 słodkie jabłko
1 marchewka
garść świeżej żurawiny
2 łyżki oliwy z oliwy
2 łyżki soku z cytryny
otarta skórka z połowy cytryny
sól, pieprz
Sałatę myjemy i osuszamy. Marchew obieramy i kroimy w słupki. Jabłko wraz ze skórką kroimy na ćwiartki, wycinamy gniazda nasienne, a następnie ćwiartki dzielimy na cienkie plasterki. Żurawinę kroimy na połówki. Wszystko mieszamy. Oliwę wlewamy do małego słoiczka, dodajemy cytrynę, skórkę z cytryny, sól i pieprz. Zakręcamy słoik i potrząsamy do otrzymania emulsji. Polewamy sałatkę sosem i dokładnie mieszamy.
Całość podana u mnie z kaszą jaglaną, polaną łyżką soku powstałego podczas pieczenia.
Co do opinii na temat kaczego, czy też gęsiego mięsa zdania są podzielone. Oczywiście najwięcej jest osób mających zdania skraje - "tak" lub "nie". Jedni omijają ten drób szerokim łukiem, ze względu na wysoką zawartość tłuszczu, drudzy zaś propagują jego prozdrowotne wręcz właściwości i wpływ na obniżanie cholesterolu. Prawda jak w większości przypadków leży gdzieś po środku. Rzeczywiście układ kwasów tłuszczowych w tłuszczach gęsim i kaczym jest bardziej korzystny dla układu krwionośnego niż w wieprzowym, czy wołowym najogólniej mówiąc. Zawierają znacznie więcej kwasów jednonienasyconych i wielonienasyconych niż wieprzowina. Jednak traktowanie smalcu jakiegokolwiek jako panaceum na zdrowie i obniżanie cholesterolu jest błędem i niedomówieniem. Spożywanie jakiegokolwiek tłuszczu w ilości większej niż norma nie przyczynia się do poprawy zdrowia. Wprowadzenie również zwierzęcego tłuszczu na miejsce dobrej jakości tłuszczu roślinnego w dietę za sprawą propagowanych właściwości nie wiążę się z poprawą zdrowia u osób, które cierpią na choroby układu krążenia.
Podsumowując, zapomniane nieco mięso kaczki, czy gęsi powinno zdecydowanie wrócić na nasze stoły. Niech popularna wieprzowina czy "chudy" drób ustąpią jej troszkę miejsca. Nie ma jednak znaczących przyczyn, dla którego należałoby wystawiać je na piedestały. Chyba, że pod względem wszelkich innych walorów, odczuwanych przez nasze podniebienie w potrawach z udziałem tego aromatycznego mięsa.
Zachęcam do eksperymentów i życzę smacznego!
Składniki (2 porcje):
Mięso
2 piersi z kaczki
1 duża, dojrzała gruszka
4 łyżki wina wytrawnego (białe lub czerwone)
8-10 gałązek świeżego rozmarynu (lub 2 łyżki suszonego)
sól, pieprz ziołowy
Dobrze jest, gdy mięso posiada temperaturę pokojową, kiedy zaczynamy je przygotowywać. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Piersi myjemy pod bieżącą wodą i dokładnie osuszamy. Skórę nacinamy na krzyż, nie uszkadzając mięsa. Układamy skórą do dołu na nierozgrzanej jeszcze patelni, bez tłuszczu. Rozgrzewamy patelnię z mięsem, smażąc do wytopienia tłuszczu ze skóry i jej przyrumienienia. Po tym czasie odwracamy mięso i smażymy jeszcze ok 4 minuty. Przekładamy do naczynia żaroodpornego wyłożonego połową gałązek rozmarynu (skórą do dołu). Wcześniej skórę dobrze solimy i posypujemy pieprzem ziołowym. Wierzch mięsa polewamy połową wytopionego tłuszczu z patelni i winem. Następnie przyprawiamy tak samo, jak skórę. Układamy na wierzch pozostały rozmaryn i gruszkę ze skórką, pokrojoną w grubsze plasterki. Wycinamy z niej tylko gniazda nasienne. Przykrywamy naczynie folią aluminiową i pieczemy 20 minut. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 180 stopni, odkrywamy mięso, podlewając płynem powstałym podczas pieczenia. Pieczemy jeszcze 10-15 minut, podlewając mięso płynem kilkukrotnie. Po wyjęciu z piekarnika znów polewamy obficie płynem i pozostawiamy piersi, aby "odpoczęły". Zbyt wczesne rozkrojenie pozbawi mięso soczystości. Przed podaniem pozbawiamy mięso skóry lub robimy to bezpośrednio na talerzu.
Sałatka
50 g roszponki
1 słodkie jabłko
1 marchewka
garść świeżej żurawiny
2 łyżki oliwy z oliwy
2 łyżki soku z cytryny
otarta skórka z połowy cytryny
sól, pieprz
Sałatę myjemy i osuszamy. Marchew obieramy i kroimy w słupki. Jabłko wraz ze skórką kroimy na ćwiartki, wycinamy gniazda nasienne, a następnie ćwiartki dzielimy na cienkie plasterki. Żurawinę kroimy na połówki. Wszystko mieszamy. Oliwę wlewamy do małego słoiczka, dodajemy cytrynę, skórkę z cytryny, sól i pieprz. Zakręcamy słoik i potrząsamy do otrzymania emulsji. Polewamy sałatkę sosem i dokładnie mieszamy.
Całość podana u mnie z kaszą jaglaną, polaną łyżką soku powstałego podczas pieczenia.
niedziela, 18 października 2015
Pasztet z marchewki i soczewicy w orientalnym akcencie
Mniej typowy, a smaczny dodatek do kanapki, który możemy przygotować stosunkowo małym nakładem czasu oraz kosztów. Może powstać ze specjalnym zamiarem jego wykonania albo żartobliwie mówiąc, jako wynik kulinarnego recyklingu. Pasztet ten przyjmie z chęcią nadmiar włoszczyzny, która pozostaje nam z przygotowania aromatycznego bulionu. W połączeniu z innymi składnikami uzupełnia się w bezmięsny bloczek o przepięknym, ciepłym kolorze z bogactwem aromatu głównie za sprawą kuminu. Słodycz marchewki obalona jest nieco pikantnymi przyprawami. Wciąż pozostaje jednak delikatny. W konsystencji gładki i kremowy. Daje się zarówno rozsmarowywać, jak i kroić w grubsze plastry.
Składniki (na dwie keksówki lub formy żaroodporne):
750 g gotowanej włoszczyzny ze znaczną przewagą marchewki (marchew, pietruszka, seler)
2 szklanki suchej soczewicy czerwonej
3,5 szklanki wody
1 bardzo duża cebula
8 ząbków czosnku
200 g śmietany 12%
8 pełnych łyżek drobnej kaszki (u mnie pełnoziarnista orkiszowa, może też być zwykła manna lub np. mąka ryżowa)
3 jajka
3 łyżki sezamu
2 pełne łyżeczki soli
1 łyżeczka ostrej papryki (lub więcej w zależności od upodobań)
2 łyżeczki ziaren kuminu
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
Soczewicę zalewamy wodą i gotujemy wraz z obraną i pokrojoną na drobniejsze części cebulą przez ok. 15 minut (na małym ogniu), często mieszając. Jeśli po tym czasie pozostaje w soczewicy nadal woda zdejmujemy z palnika i pozostawiamy na jakiś czas pod przykryciem. Blendujemy tak ugotowaną soczewicę z włoszczyzną, czosnkiem, śmietaną i wszystkimi przyprawami z wyjątkiem kuminu i sezamu. Tak przygotowaną masę, jeszcze przed dodaniem jajek możemy spróbować i ewentualnie doprawić jeszcze wg uznania. Po doprawieniu wbijamy jajka i znów blendujemy. Na koniec dosypujemy kumin oraz sezam oraz kaszkę, mieszając łyżką. Masę przelewamy do forem wyłożonych papierem do pieczenia lub wysmarowanych masłem i obsypanych bułką tartą, otrębami itp. Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni (góra-dół) na 1,5 godziny. W razie przypiekania z wierzchu, możemy przykryć folią aluminiową.
Składniki (na dwie keksówki lub formy żaroodporne):
750 g gotowanej włoszczyzny ze znaczną przewagą marchewki (marchew, pietruszka, seler)
2 szklanki suchej soczewicy czerwonej
3,5 szklanki wody
1 bardzo duża cebula
8 ząbków czosnku
200 g śmietany 12%
8 pełnych łyżek drobnej kaszki (u mnie pełnoziarnista orkiszowa, może też być zwykła manna lub np. mąka ryżowa)
3 jajka
3 łyżki sezamu
2 pełne łyżeczki soli
1 łyżeczka ostrej papryki (lub więcej w zależności od upodobań)
2 łyżeczki ziaren kuminu
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
Soczewicę zalewamy wodą i gotujemy wraz z obraną i pokrojoną na drobniejsze części cebulą przez ok. 15 minut (na małym ogniu), często mieszając. Jeśli po tym czasie pozostaje w soczewicy nadal woda zdejmujemy z palnika i pozostawiamy na jakiś czas pod przykryciem. Blendujemy tak ugotowaną soczewicę z włoszczyzną, czosnkiem, śmietaną i wszystkimi przyprawami z wyjątkiem kuminu i sezamu. Tak przygotowaną masę, jeszcze przed dodaniem jajek możemy spróbować i ewentualnie doprawić jeszcze wg uznania. Po doprawieniu wbijamy jajka i znów blendujemy. Na koniec dosypujemy kumin oraz sezam oraz kaszkę, mieszając łyżką. Masę przelewamy do forem wyłożonych papierem do pieczenia lub wysmarowanych masłem i obsypanych bułką tartą, otrębami itp. Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni (góra-dół) na 1,5 godziny. W razie przypiekania z wierzchu, możemy przykryć folią aluminiową.
wtorek, 13 października 2015
Cynamonowe ciasto dyniowe ze świeżą żurawiną
Nie za słodkie, w sam raz jako przekąska do rozgrzewającej herbaty. Takie jesienne i pachnące ciasto...Posłodzone rodzynkami i przełamane kwaskowatym smakiem żurawinowego soku, który wraz z dynią nadaje mu wilgotności.
Składniki:
500 g surowej dyni
3 jajka
120 g świeżej żurawiny
1/4 szklanki oleju
1,5 szklanki dowolnej mąki pełnoziarnistej
2 szklanki mąki pszennej typ 550
70 g rodzynek
75 ml wody
4 łyżki cukru trzcinowego
3 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki kardamonu
2 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
Rodzynki zalewamy 75 ml wrzącej wody i pozostawiamy pod przykryciem, aż zmiękną. Gdy będą już miękkie blendujemy je na gładko. Dynię obraną ze skóry należy zetrzeć na najmniejszych drobnych oczkach tarki i odsączyć z nadmiaru wody. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Do miski z dynią dodajemy żółtka, olej, mąki wymieszane z sodą, zmiksowane rodzynki oraz cynamon z kardamonem. Miksujemy do połączenia składników. Po tym dodajemy żurawinę, wymieszawszy już tylko łyżką. Białka ubijamy na sztywną pianę. Gdy będzie już ubita, dodajemy po łyżce cukru, miksując do jego rozpuszczenia przed dodaniem każdej następnej łyżki. Dodajemy pianę do ciasta partiami, delikatnie mieszając łyżką. Przekładamy do formy o wymiarach ok. 30x22 cm, wyłożonej papierem i pieczemy 50-55 minut na poziomie piekarnika o 1 niżej od środkowego.
Składniki:
500 g surowej dyni
3 jajka
120 g świeżej żurawiny
1/4 szklanki oleju
1,5 szklanki dowolnej mąki pełnoziarnistej
2 szklanki mąki pszennej typ 550
70 g rodzynek
75 ml wody
4 łyżki cukru trzcinowego
3 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki kardamonu
2 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
Rodzynki zalewamy 75 ml wrzącej wody i pozostawiamy pod przykryciem, aż zmiękną. Gdy będą już miękkie blendujemy je na gładko. Dynię obraną ze skóry należy zetrzeć na najmniejszych drobnych oczkach tarki i odsączyć z nadmiaru wody. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Do miski z dynią dodajemy żółtka, olej, mąki wymieszane z sodą, zmiksowane rodzynki oraz cynamon z kardamonem. Miksujemy do połączenia składników. Po tym dodajemy żurawinę, wymieszawszy już tylko łyżką. Białka ubijamy na sztywną pianę. Gdy będzie już ubita, dodajemy po łyżce cukru, miksując do jego rozpuszczenia przed dodaniem każdej następnej łyżki. Dodajemy pianę do ciasta partiami, delikatnie mieszając łyżką. Przekładamy do formy o wymiarach ok. 30x22 cm, wyłożonej papierem i pieczemy 50-55 minut na poziomie piekarnika o 1 niżej od środkowego.
niedziela, 11 października 2015
Czekoladowo-sezamowe batoniki z orzechami laskowymi
Udały się zgodnie z zamiarem! Ogrom płatków, oblepionych słodkim miodem, gorzką czekoladą i sezamowym tłuszczykiem. Kryjący w sobie mnóstwo chrupiących orzechów. Takie batoniki z przyjemnością można podarować dzieciom do szkoły na drugie śniadanie, czy samemu schrupać w wolnej chwili. Nie są zbyt twarde, ani nie rozpadają się. Strukturą przypominają sklepowe batoniki musli, lecz tamte nie dorównują składem, któremu w poniższych nie można nic zarzucić. Smak uzależniający.
Składniki:
300 g dowolnych płatków pełnoziarnistych (owsiane, żytnie, orkiszowe, jęczmienne lub mieszane)
180 g orzechów laskowych
3-4 łyżki miodu
4 pełne łyżki pasty sezamowej tahini
3 łyżki siemienia lnianego niemielonego
12 łyżek wody
100 g gorzkiej czekolady
Siemię lniane zalewamy letnią wodą i pozostawiamy do czasu powstania "kisielu" (ok.2-3 godziny). Płatki partiami prażymy na suchej, gorącej patelni tak długo, aż zaczną ładnie pachnieć. Wrzucamy do miski. Analogicznie postępujemy z orzechami (jeśli mamy świeżo łuskane), przy zakupionych już łuskanych etap ten możemy pominąć. Dorzucamy do płatków. W kąpieli wodnej delikatnie podgrzewamy miód do rozpuszczenia (tylko jeśli mamy go w stanie stałym). Dodajemy do płatków i dokładnie mieszamy. Następnie w kąpieli wodnej rozpuszczamy połamaną gorzką czekoladę i po rozpuszczeniu, jeszcze gorącą dodajemy do płatków. Ponownie mieszamy. Na koniec dodajemy pastę tahini oraz kisiel z siemienia lnianego (nie mielimy). Bardzo dokładnie mieszamy, aby suche składniki były dokładnie oblepione. Foremkę na ciasto o wymiarach ok. 30x22 wykładamy folią spożywczą i na nią przekładamy masę. Rozkładamy równo, bardzo mocno przyciskając. Przykrywamy płatem folii i jeszcze raz mocno dociskamy na całej powierzchni. Wstawiamy do lodówki, najlepiej na całą noc. Po tym czasie wyjmujemy blat z foremki i kroimy ostrym, cienkim nożem na porcje. Batoniki można bez obaw przechowywać w lodówce przez dłuższy czas.
Smacznego!
*Z powyższych składników i użyciem wspomnianej formy u mnie wyszło 14 batoników
Składniki:
300 g dowolnych płatków pełnoziarnistych (owsiane, żytnie, orkiszowe, jęczmienne lub mieszane)
180 g orzechów laskowych
3-4 łyżki miodu
4 pełne łyżki pasty sezamowej tahini
3 łyżki siemienia lnianego niemielonego
12 łyżek wody
100 g gorzkiej czekolady
Siemię lniane zalewamy letnią wodą i pozostawiamy do czasu powstania "kisielu" (ok.2-3 godziny). Płatki partiami prażymy na suchej, gorącej patelni tak długo, aż zaczną ładnie pachnieć. Wrzucamy do miski. Analogicznie postępujemy z orzechami (jeśli mamy świeżo łuskane), przy zakupionych już łuskanych etap ten możemy pominąć. Dorzucamy do płatków. W kąpieli wodnej delikatnie podgrzewamy miód do rozpuszczenia (tylko jeśli mamy go w stanie stałym). Dodajemy do płatków i dokładnie mieszamy. Następnie w kąpieli wodnej rozpuszczamy połamaną gorzką czekoladę i po rozpuszczeniu, jeszcze gorącą dodajemy do płatków. Ponownie mieszamy. Na koniec dodajemy pastę tahini oraz kisiel z siemienia lnianego (nie mielimy). Bardzo dokładnie mieszamy, aby suche składniki były dokładnie oblepione. Foremkę na ciasto o wymiarach ok. 30x22 wykładamy folią spożywczą i na nią przekładamy masę. Rozkładamy równo, bardzo mocno przyciskając. Przykrywamy płatem folii i jeszcze raz mocno dociskamy na całej powierzchni. Wstawiamy do lodówki, najlepiej na całą noc. Po tym czasie wyjmujemy blat z foremki i kroimy ostrym, cienkim nożem na porcje. Batoniki można bez obaw przechowywać w lodówce przez dłuższy czas.
Smacznego!
*Z powyższych składników i użyciem wspomnianej formy u mnie wyszło 14 batoników
sobota, 10 października 2015
Śledź z jabłkiem w towarzystwie ziemniaka
Kolejna propozycja to szybki obiad z połączeń zapewne nie każdemu znanych. Słone śledzie, słodkie jabłko, ostrość cebulki w delikatnych jogurcie podane z ziemniakami ugotowanymi w mundurkach
Składniki (3-4 porcje):
5 filetów śledzia w oleju* (warto wybrać te o najprostszym składzie np. śledzie wiejskie Lisner lub Merinero dostępne w sklepach Biedronka)
1 duże jabłko
1 średnia cebula
1 mały kubek jogurtu naturalnego
2 łyżki nierafinowanego oleju lnianego lub rzepakowego
pieprz
*Można użyć solonych matiasów. Te jednak osobiście wymoczyłabym najpierw przez kilka godzin z nadmiaru soli w mleku z wodą w proporcji 1:1, raz wymieniając płyn
Filety osuszamy ręcznikiem papierowym z nadmiaru oleju, kroimy w kostkę lub w paski i wrzucamy do miski. Cebulę drobno kroimy w kostkę, jabłko ścieramy wraz ze skórą na tarce. Dodajemy do śledzi. Polewamy jogurtem, olejem i dodajemy pieprz, w zależności od upodobań. Wszystko dokładnie mieszkamy i wkładamy do lodówki na minimum pół godziny, aby smaki połączy się.
Ziemniaki gotujemy w mundurkach na parze (najkorzystniej) lub w osolonej wodzie. Obieramy ze skórki jeszcze gorące, nakłuwając na widelec tuż przed podaniem.
Składniki (3-4 porcje):
5 filetów śledzia w oleju* (warto wybrać te o najprostszym składzie np. śledzie wiejskie Lisner lub Merinero dostępne w sklepach Biedronka)
1 duże jabłko
1 średnia cebula
1 mały kubek jogurtu naturalnego
2 łyżki nierafinowanego oleju lnianego lub rzepakowego
pieprz
*Można użyć solonych matiasów. Te jednak osobiście wymoczyłabym najpierw przez kilka godzin z nadmiaru soli w mleku z wodą w proporcji 1:1, raz wymieniając płyn
Filety osuszamy ręcznikiem papierowym z nadmiaru oleju, kroimy w kostkę lub w paski i wrzucamy do miski. Cebulę drobno kroimy w kostkę, jabłko ścieramy wraz ze skórą na tarce. Dodajemy do śledzi. Polewamy jogurtem, olejem i dodajemy pieprz, w zależności od upodobań. Wszystko dokładnie mieszkamy i wkładamy do lodówki na minimum pół godziny, aby smaki połączy się.
Ziemniaki gotujemy w mundurkach na parze (najkorzystniej) lub w osolonej wodzie. Obieramy ze skórki jeszcze gorące, nakłuwając na widelec tuż przed podaniem.
piątek, 9 października 2015
Czekoladowy krem z awokado na omlecie biszkoptowym
Szybkie śniadanie na słodko...omlet i zdrowsza wersja kremu czekoladowego. Przygotowanie kremu zajmuje niemalże tyle czasu, co poszukiwanie sklepowego gotowca na półkach z kupą cukru i najczęściej utwardzonego tłuszczu. Smak musicie ocenić sami. Jego nośnikiem jest w tym kremie tłuszcz z awokado, porównywalny właściwościami do oliwy z oliwek. Wyczuwalność smaku awokado to sprawa indywidualna. Dla mnie nie czyni różnicy, całkowicie przyjmując smak kakaowy. Jest po prostu pyszny i kremowy. Do tego spora dawka potasu i antyoksydantów. Gorąco polecam.
Dla bardziej wymagających podniebień i nieprzekonanych, w następnym podejściu wersja z bananem i orzechami.
Omlet (2 średnie):
4 jajka
4 łyżki mąki pełnoziarnistej
2-3 łyżki cukru trzcinowego
szczypta soli
Łyżeczka masła klarowanego lub oleju rzepakowego do smażenia
Białka oddzielamy od żółtek. Ubijamy białka ze szczyptą soli na sztywną pianę. Dodajemy cukier, miksując jeszcze 3 minuty. Dodajemy żółtka już tylko krótko miksując. Odstawiamy mikser i po dodaniu mąki masę mieszamy bardzo delikatnie. wykładamy grubą warstwę ciasta na dobrze rozgrzaną patelnię z tłuszczem. Smażymy z dwóch stron do zrumienienia na niezbyt dużym ogniu. Podczas obracania staramy się zrobić to jak najdelikatniej, aby nie opadł.
Krem:
1 dojrzałe awokado*
3-4 łyżki kakao
2 łyżki miodu
ew. skórka pomarańczowa do dekoracji
*Zjedzenie niedojrzałego awokado może być skutecznym zniechęceniem się do niego, ponieważ jest bardzo gorzkie. Te o prawidłowej dojrzałości jest neutralne w smaku i o nieco mazistym miąższu. Aby sprawdzić, czy już nadaje się do jedzenia naciskamy lekko. Nie powinno być twarde jak kamień, ale też nie za miękkie. "Ogonek" nie powinien zawierać śladów pleśni i powinien łatwo odejść od owocu, a wgłębienie po nim widoczne przy dobrej dojrzałości jest żółte. Skórka może pozostawać zielona lub brunatna w zależności od odmiany. W sklepach zazwyczaj częściej można trafić na takie, które wymagają jeszcze kilkudniowego odleżenia w domu.
Awokado obieramy ze skóry, kroimy drobniej i wrzucamy wszystkie składniki do malaksera. Miksujemy tak długo, aż powstanie gęsty, gładki krem. Próbujemy, dodając w razie potrzeby więcej kakao lub miodu w zależności od upodobań.
Dla bardziej wymagających podniebień i nieprzekonanych, w następnym podejściu wersja z bananem i orzechami.
Omlet (2 średnie):
4 jajka
4 łyżki mąki pełnoziarnistej
2-3 łyżki cukru trzcinowego
szczypta soli
Łyżeczka masła klarowanego lub oleju rzepakowego do smażenia
Białka oddzielamy od żółtek. Ubijamy białka ze szczyptą soli na sztywną pianę. Dodajemy cukier, miksując jeszcze 3 minuty. Dodajemy żółtka już tylko krótko miksując. Odstawiamy mikser i po dodaniu mąki masę mieszamy bardzo delikatnie. wykładamy grubą warstwę ciasta na dobrze rozgrzaną patelnię z tłuszczem. Smażymy z dwóch stron do zrumienienia na niezbyt dużym ogniu. Podczas obracania staramy się zrobić to jak najdelikatniej, aby nie opadł.
Krem:
1 dojrzałe awokado*
3-4 łyżki kakao
2 łyżki miodu
ew. skórka pomarańczowa do dekoracji
*Zjedzenie niedojrzałego awokado może być skutecznym zniechęceniem się do niego, ponieważ jest bardzo gorzkie. Te o prawidłowej dojrzałości jest neutralne w smaku i o nieco mazistym miąższu. Aby sprawdzić, czy już nadaje się do jedzenia naciskamy lekko. Nie powinno być twarde jak kamień, ale też nie za miękkie. "Ogonek" nie powinien zawierać śladów pleśni i powinien łatwo odejść od owocu, a wgłębienie po nim widoczne przy dobrej dojrzałości jest żółte. Skórka może pozostawać zielona lub brunatna w zależności od odmiany. W sklepach zazwyczaj częściej można trafić na takie, które wymagają jeszcze kilkudniowego odleżenia w domu.
Awokado obieramy ze skóry, kroimy drobniej i wrzucamy wszystkie składniki do malaksera. Miksujemy tak długo, aż powstanie gęsty, gładki krem. Próbujemy, dodając w razie potrzeby więcej kakao lub miodu w zależności od upodobań.
czwartek, 8 października 2015
Sernik dyniowo-pomarańczowy na czekoladowym spodzie
Bardzo jesienne ciasto dla amatorów gorzkiej czekolady i słodkiego sernika. Dodatek dyni, skomponowany z innymi aromatami jest tylko subtelnie wyczuwalny w smaku. Nadaje masie słonecznego koloru, aksamitności i dodatkowych walorów żywieniowych :)
Spód:
200 g gorzkiej czekolady
4 białka (2 żółtka wykorzystujemy do sernika, pozostałe możemy przechować w lodówce np. do panierowania mięsa)
100 g masła klarowanego
120 g cukru trzcinowego
szczypta soli
50 g dowolnej mąki pełnoziarnistej
70 g mąki pszennej typ 550
2 łyżki kakao
Czekoladę rozpuszczamy z masłem i pozostawiamy do wystygnięcia. Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni z termoobiegiem. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę, następnie dodając partiami cukier. Każda partia powinna rozpuścić się w białkach, przed dodaniem następnej. Do tak przygotowanych białek dodajemy cienkim strumieniem przestudzoną czekoladę (może być jeszcze ciepła), miksując na najwolniejszych obrotach. Odstawiamy mikser i dodajemy mąki oraz kakao, mieszając masę delikatnie łyżką. Wykładamy ciasto do formy o bokach 30x20 cm (nie mniejszej), wyłożonej papierem do pieczenia. Papier powinien być na tyle duży, aby okrywał wszystkie ścianki foremki. Zapobiegnie to dostaniu się masy serowej pod spód papieru w trakcie wylewania. Pieczemy 18-20 minut.
W czasie pieczenia spodu przygotowujemy masę serową
Masa serowa:
2,5 szklanki puree z dyni
1 kg twarogu mielonego
8 łyżek cukru trzcinowego
200 g puddingu waniliowego Smakija lub zamiennika (najlepiej z prawdziwą wanilią) - w sklepach na półkach z deserami mlecznymi
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżki budyniu waniliowego
kandyzowana skórka z jednej pomarańczy (u mnie domowa, kandyzowana w dwóch łyżkach miodu) - lub tyle, ile lubicie
szczypta gałki muszkatołowej
szczypta kardamonu
W dużej misce umieszczamy puree, twaróg, pudding, cukier, skórkę pomarańczową, przyprawy i dokładnie miksujemy. Następnie dodajemy białka oraz żółtka i miksujemy (nie za długo). Pod koniec dodajemy mąkę i budyń, ostatni raz szybko miksując.
Masę przelewamy na upieczony spód (może być gorący) i wstawiamy do nagrzanego piekarnika do 180 stopni z funkcją góra/dół do kąpieli wodnej. Tzn. formę z ciastem wstawiamy do większej formy wypełnionej wodą, tak aby się sięgała do połowy tej pierwszej. Tak pieczemy 15 minut. Następnie zmniejszamy temperaturę do 120 stopni i pieczemy jeszcze 1,5 godziny. W razie potrzeby dolewamy wody do większej formy.
Sernik studzimy stopniowo, najpierw w stygnącym piekarniku, dopiero później wyjmujemy.
Przygotowujemy polewę.
Polewa:
50 g gorzkiej czekolady
50 g puddingu waniliowego (jak do masy serowej)
kilka łyżek zimnego mleka
Czekoladę wraz z puddingiem rozpuszczamy w kąpieli wodnej, pilnując, aby się nie przypaliło. Nie przejmujemy się, jeśli masa będzie wyglądała na zważoną, bo sytuację zmieni mleko :) Zdejmujemy czekoladę z palnika i dodajemy do masy powoli tyle mleka, energicznie mieszając, aby stała się wystarczająco rzadka, by spływała powoli z łyżki (będziemy w ten sposób "pisać" wierzch sernika). Sposób dekoracji oczywiście dowolny.
Po całkowitym wystygnięciu sernik wstawiamy do lodówki na całą noc. Jest to konieczne. Najlepiej smakuje jednak, gdy przed podaniem przejmie temperaturę pokojową. Zwłaszcza czekoladowy spód nabiera wówczas odpowiedniej konsystencji.
Przechowywany w lodówce długo utrzymuje świeżość, a nawet zyskuje na smaku :)
Spód:
200 g gorzkiej czekolady
4 białka (2 żółtka wykorzystujemy do sernika, pozostałe możemy przechować w lodówce np. do panierowania mięsa)
100 g masła klarowanego
120 g cukru trzcinowego
szczypta soli
50 g dowolnej mąki pełnoziarnistej
70 g mąki pszennej typ 550
2 łyżki kakao
Czekoladę rozpuszczamy z masłem i pozostawiamy do wystygnięcia. Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni z termoobiegiem. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę, następnie dodając partiami cukier. Każda partia powinna rozpuścić się w białkach, przed dodaniem następnej. Do tak przygotowanych białek dodajemy cienkim strumieniem przestudzoną czekoladę (może być jeszcze ciepła), miksując na najwolniejszych obrotach. Odstawiamy mikser i dodajemy mąki oraz kakao, mieszając masę delikatnie łyżką. Wykładamy ciasto do formy o bokach 30x20 cm (nie mniejszej), wyłożonej papierem do pieczenia. Papier powinien być na tyle duży, aby okrywał wszystkie ścianki foremki. Zapobiegnie to dostaniu się masy serowej pod spód papieru w trakcie wylewania. Pieczemy 18-20 minut.
W czasie pieczenia spodu przygotowujemy masę serową
Masa serowa:
2,5 szklanki puree z dyni
1 kg twarogu mielonego
8 łyżek cukru trzcinowego
200 g puddingu waniliowego Smakija lub zamiennika (najlepiej z prawdziwą wanilią) - w sklepach na półkach z deserami mlecznymi
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżki budyniu waniliowego
kandyzowana skórka z jednej pomarańczy (u mnie domowa, kandyzowana w dwóch łyżkach miodu) - lub tyle, ile lubicie
szczypta gałki muszkatołowej
szczypta kardamonu
W dużej misce umieszczamy puree, twaróg, pudding, cukier, skórkę pomarańczową, przyprawy i dokładnie miksujemy. Następnie dodajemy białka oraz żółtka i miksujemy (nie za długo). Pod koniec dodajemy mąkę i budyń, ostatni raz szybko miksując.
Masę przelewamy na upieczony spód (może być gorący) i wstawiamy do nagrzanego piekarnika do 180 stopni z funkcją góra/dół do kąpieli wodnej. Tzn. formę z ciastem wstawiamy do większej formy wypełnionej wodą, tak aby się sięgała do połowy tej pierwszej. Tak pieczemy 15 minut. Następnie zmniejszamy temperaturę do 120 stopni i pieczemy jeszcze 1,5 godziny. W razie potrzeby dolewamy wody do większej formy.
Sernik studzimy stopniowo, najpierw w stygnącym piekarniku, dopiero później wyjmujemy.
Przygotowujemy polewę.
Polewa:
50 g gorzkiej czekolady
50 g puddingu waniliowego (jak do masy serowej)
kilka łyżek zimnego mleka
Czekoladę wraz z puddingiem rozpuszczamy w kąpieli wodnej, pilnując, aby się nie przypaliło. Nie przejmujemy się, jeśli masa będzie wyglądała na zważoną, bo sytuację zmieni mleko :) Zdejmujemy czekoladę z palnika i dodajemy do masy powoli tyle mleka, energicznie mieszając, aby stała się wystarczająco rzadka, by spływała powoli z łyżki (będziemy w ten sposób "pisać" wierzch sernika). Sposób dekoracji oczywiście dowolny.
Po całkowitym wystygnięciu sernik wstawiamy do lodówki na całą noc. Jest to konieczne. Najlepiej smakuje jednak, gdy przed podaniem przejmie temperaturę pokojową. Zwłaszcza czekoladowy spód nabiera wówczas odpowiedniej konsystencji.
Przechowywany w lodówce długo utrzymuje świeżość, a nawet zyskuje na smaku :)
wtorek, 29 września 2015
Chrupiąca sałatka z brokuła, gruszki i selera naciowego
Jeśli nie jedliście jeszcze brokuła w wersji chrupiącej, prawie surowej, a nie przypadają Wam do gustu rozgotowane, brunatniejące po czasie różyczki tego zdrowego warzywa to koniecznie zróbcie sobie taką sałatkę. Ja urzekłam się połączeniem brokuła z gruszką, mając okazję jeść jakiś czas temu poza domem. Wtedy wielka ochota na dokładkę, a dziś wielka ochota odtworzenia tych połączeń w domu. Udało się 100 % sukcesem. Słodko-wytrawna, doskonała jako przekąska lub jako dodatek do obiadu. Idealnie skomponuje się z rybą.
Składniki:
1 brokuł
2 gruszki
3 łodygi selera naciowego
40 g orzechów włoskich
Sok z połowy cytryny
2 łyżki oleju nierafinowanego (polecam rzepakowy lub lniany) *wkrótce wpis o olejach
2 łyżeczki musztardy francuskiej (z całymi ziarenkami gorczycy)
szczypta soli i pieprzu
2-3 łyżeczki miodu (ilość miodu zależy od miękkości i dojrzałości gruszek. Jeśli macie bardzo dojrzałe i miękkie wystarczą 2 łyżeczki)
W pierwszej kolejności przygotowujemy sos. W szklance mieszamy olej, sok z cytryny, miód, musztardę francuską. Doprawiamy solą i pieprzem. Umytego i oczyszczonego z liści brokuła blanszujemy 3-4 minuty na parze, po czym wyjmujemy do przestygnięcia. W ten sposób pozbywamy się goryczki surowego brokuła, jednocześnie zachowując piękny kolor i witaminy. Łodygi selera kroimy na plasterki. Gruszkę kroimy wraz ze skórką w kostkę. Wrzucamy do jednej miski, gdzie w następnej kolejności dodajemy podzielonego na małe różyczki brokuła. Dorzucamy pokrojone na ćwiartki orzechy i polewamy sosem. Dokładnie mieszamy. Smacznego :)
Składniki:
1 brokuł
2 gruszki
3 łodygi selera naciowego
40 g orzechów włoskich
Sok z połowy cytryny
2 łyżki oleju nierafinowanego (polecam rzepakowy lub lniany) *wkrótce wpis o olejach
2 łyżeczki musztardy francuskiej (z całymi ziarenkami gorczycy)
szczypta soli i pieprzu
2-3 łyżeczki miodu (ilość miodu zależy od miękkości i dojrzałości gruszek. Jeśli macie bardzo dojrzałe i miękkie wystarczą 2 łyżeczki)
W pierwszej kolejności przygotowujemy sos. W szklance mieszamy olej, sok z cytryny, miód, musztardę francuską. Doprawiamy solą i pieprzem. Umytego i oczyszczonego z liści brokuła blanszujemy 3-4 minuty na parze, po czym wyjmujemy do przestygnięcia. W ten sposób pozbywamy się goryczki surowego brokuła, jednocześnie zachowując piękny kolor i witaminy. Łodygi selera kroimy na plasterki. Gruszkę kroimy wraz ze skórką w kostkę. Wrzucamy do jednej miski, gdzie w następnej kolejności dodajemy podzielonego na małe różyczki brokuła. Dorzucamy pokrojone na ćwiartki orzechy i polewamy sosem. Dokładnie mieszamy. Smacznego :)
wtorek, 22 września 2015
Gruszki i jabłka w galaretce z owoców czarnego bzu z nutą lawendy
Druga połowa września to doskonały czas, aby sprawdzić, jak mają się baldachy owocującego czarnego bzu. Jego kwiaty do zaparzania możecie znaleźć na stoiskach z herbatami, czy w aptekach. Poleca się je szczególnie przy przeziębieniach i spadku odporności. Niewymagające krzewy czarnego bzu hoduje się na plantacjach, lecz jeszcze częściej przechodzi się koło nich obojętnie w środowisku naturalnym. Niejeden właściciel ogrodu posiada go też na swojej posesji. Rosną na skrajach lasów, w parkach, na łąkach. Znacznie szersze zastosowanie i właściwości prozdrowotne posiadają jego owoce. Należy jednak pamiętać o właściwym ich zbiorze i przygotowaniu. Surowe i niedojrzałe części czarnego bzu zawierają w sobie trujący glikozyd cyjanogenny - sambunigrynę, która traci swoje trujące właściwości podczas obróbki termicznej. Dodatkowo w niektórych przepadkach zaleca się usuwanie pestek podczas obróbki, celem zminimalizowania zawartości niepożądanych substancji.
Z owoców można przygotowywać dżemy, soki, wina, nalewki, poddawać je suszeniu i co tylko głowa wymyśli. Należy jednak wziąć pod uwagę, że mimo konieczności obróbki termicznej tych owoców, zbyt długie ich poddawanie wysokiej temperaturze sprzyja pozbawieniu właściwości leczniczych.
Owoce te bogate są w witaminy tj. A, C, B oraz związki mineralne. Ich fioletowo-czarne zabarwienie świadczy o dużej zawartości antocyjanów, mających ochronny wpływ na organizm (m.in działanie przeciwstarzeniowe, antynowotworowe, ochraniające naczynia krwionośne przed miażdżycą). Wykazują działanie obniżające gorączkę, napotne, moczopędne a nawet lekkie przeciwbólowe i przeczyszczające.
Moją propozycją na wykorzystanie tych drogocennych kulek jest zamknięcie ich w słoiku wraz z innymi jesiennymi owocami. Słodycz przełamałam nutą lawendy, która nadaje całości nieco pikanterii. Samo przygotowanie nie zajmuje dużo czasu. Cierpliwość trzeba odnaleźć przy obieraniu owoców z baldachów.
Składniki:
(8 słoiczków różnej pojemności)
1 kg obranych, dojrzałych owoców czarnego bzu
4 gruszki
4 jabłka
25 dag cukru trzcinowego (u mnie aromatyzowany naturalną wanilią)
Sok z jednej cytryny
2 słupki kwiatów lawendy suszonych lub świeżych
2 opakowania Żel-fixu
Na początku warto przygotować sobie słoiki z nakrętkami, które należy umyć, wyparzyć (najprościej w piekarniku 110 stopni ok. 10 minut) i pozostawić do wystygnięcia.
Owoce czarnego bzu dokładnie myjemy i stawiamy w garnku do podgrzania. Owoce zgniatamy za pomocą tłuczka do ziemniaków, aby puściły jak najwięcej soku. Podgrzewamy od momentu zagotowania 10-15 minut, co jakiś czas mieszając i lekko ugniatając. Pod koniec dodajemy sok z cytryny. Po tym czasie odsączamy przez drobne sitko lub gazę, mocno odciskając wszystkie resztki na sitku. Ja uzyskałam w ten sposób niecałe 700 ml soku. Sok przykrywamy talerzykiem, a do wypłukanego garnka po gotowaniu bzu kroimy w kostkę wraz ze skórką gruszki i jabłka, wydrążone z gniazd nasiennych. Do owoców wsypujemy cukier, Źel-fiksy, drobne kwiaty lawendy bez łodygi oraz wlewamy sok z czarnego bzu. Całość zagotowujemy i gotujemy 5 minut na wolnym ogniu, co jakiś czas mieszając. Po tym czasie zestawiamy z palnika i mieszamy do zaniku piany. Rozlewamy do słoików (całość jeszcze bardzo rzadka), zakręcamy mocno i stawiamy do góry dnem na ok. 10-15 minut. Po tym czasie odwracamy słoiki. Po wystygnięciu wieczka powinny wklęsnąć, co świadczy o zapasteryzowaniu, a galaretka powinna zrobić się gęsta.
Smacznego! :)
Z owoców można przygotowywać dżemy, soki, wina, nalewki, poddawać je suszeniu i co tylko głowa wymyśli. Należy jednak wziąć pod uwagę, że mimo konieczności obróbki termicznej tych owoców, zbyt długie ich poddawanie wysokiej temperaturze sprzyja pozbawieniu właściwości leczniczych.
Owoce te bogate są w witaminy tj. A, C, B oraz związki mineralne. Ich fioletowo-czarne zabarwienie świadczy o dużej zawartości antocyjanów, mających ochronny wpływ na organizm (m.in działanie przeciwstarzeniowe, antynowotworowe, ochraniające naczynia krwionośne przed miażdżycą). Wykazują działanie obniżające gorączkę, napotne, moczopędne a nawet lekkie przeciwbólowe i przeczyszczające.
Składniki:
(8 słoiczków różnej pojemności)
1 kg obranych, dojrzałych owoców czarnego bzu
4 gruszki
4 jabłka
25 dag cukru trzcinowego (u mnie aromatyzowany naturalną wanilią)
Sok z jednej cytryny
2 słupki kwiatów lawendy suszonych lub świeżych
2 opakowania Żel-fixu
Na początku warto przygotować sobie słoiki z nakrętkami, które należy umyć, wyparzyć (najprościej w piekarniku 110 stopni ok. 10 minut) i pozostawić do wystygnięcia.
Owoce czarnego bzu dokładnie myjemy i stawiamy w garnku do podgrzania. Owoce zgniatamy za pomocą tłuczka do ziemniaków, aby puściły jak najwięcej soku. Podgrzewamy od momentu zagotowania 10-15 minut, co jakiś czas mieszając i lekko ugniatając. Pod koniec dodajemy sok z cytryny. Po tym czasie odsączamy przez drobne sitko lub gazę, mocno odciskając wszystkie resztki na sitku. Ja uzyskałam w ten sposób niecałe 700 ml soku. Sok przykrywamy talerzykiem, a do wypłukanego garnka po gotowaniu bzu kroimy w kostkę wraz ze skórką gruszki i jabłka, wydrążone z gniazd nasiennych. Do owoców wsypujemy cukier, Źel-fiksy, drobne kwiaty lawendy bez łodygi oraz wlewamy sok z czarnego bzu. Całość zagotowujemy i gotujemy 5 minut na wolnym ogniu, co jakiś czas mieszając. Po tym czasie zestawiamy z palnika i mieszamy do zaniku piany. Rozlewamy do słoików (całość jeszcze bardzo rzadka), zakręcamy mocno i stawiamy do góry dnem na ok. 10-15 minut. Po tym czasie odwracamy słoiki. Po wystygnięciu wieczka powinny wklęsnąć, co świadczy o zapasteryzowaniu, a galaretka powinna zrobić się gęsta.
Smacznego! :)
środa, 16 września 2015
Puszysty chlebek pełnoziarnisty z dynią na słodko
Nie przypuścilibyście próbując ten chlebek, ile w nim
dodatku mąki pełnoziarnistej. Jest bardzo wilgotny dzięki dodatkowi dyni, a
dodatek ubitych białek nadaje mu puszystości, dzięki czemu ciasto nie wypieka
się na typ ciężkich i mokrych. Bardzo delikatne i aromatyczne. W sam raz na
drugie śniadanie.
*Mus-puree z dyni przygotujecie bardzo prosto i szybko.
Jedyne co trzeba zrobić to ugotować dynię ze skórą na parze lub upiec w
piekarniku do miękkości, a następnie obrać ze skóry (przy odmianie Hokkaido
można pominąć) i zblendować (odmiany
bardzo wodniste należy lekko odsączyć przed miksowaniem). Tak przygotowany,
poporcjowany mus można zamrozić lub zapasteryzować w słoiczkach i używać wg
potrzeb bez zbędnej pracy.
Składniki (keksówka
ok. 28x8 cm):
2 szklanki mąki żytniej typ 2000
1 szklanka mąki pszennej typ 550
30 g płatków żytnich
30 g orzechów włoskich
½ szklanki cukru trzcinowego (u mnie aromatyzowany naturalną
wanilią)
Brzoskwinia świeża
200 g puree z dyni*
½ szklanki oleju
1 jajko
2 białka
3 łyżki dowolnego dżemu (brzoskwiniowy, ananasowy, morelowy itp.)
– ja wykorzystałam ten http://zywieniowe-widzimisie.blogspot.com/2015/07/witajcie-dzis-podrzucam-przepis-na.html
½ łyżeczki cynamonu
1/3 łyżeczki kardamonu
2 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
Szczypta soli
Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni z termoobiegiem. Płatki z
orzechami rozdrabniany w malakserze, łączymy z mąką żytnią i pszenną. Dodajemy
cukier, cynamon, kardamon i sodę, mieszamy. Brzoskwinię blendujemy na papkę
razem z jajkiem, wrzucamy do suchych składników. Dodajemy olej, puree z dyni
oraz dżem, mieszamy do połączenia składników. Białka ubijamy na sztywną pianę z
dodatkiem soli. Dodajemy w dwóch partiach do ciasta, delikatnie mieszając. Przekładamy
do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy 45 minut (do suchego
patyczka). Po upieczeniu ciasto wyjmujemy z piekarnika i keksówki,
pozostawiając do wystudzenia na kratce lub desce.
wtorek, 15 września 2015
Zupa dyniowo-migdałowa z kurczakiem i kluseczkami owsianymi
*W celu wykonania klusek owsianych używamy mąki owsianej,
dostępnej wbrew pozorom już w wielu miejscach i w przystępnej cenie.
Składniki
(na ok. 10 talerzy):
Ok. 1,5 l wody
1 duża , podwójna pierś z kurczaka
Ok. 1 kg dyni
4 nieduże marchewki
1 pietruszka
300 ml „mleka” ryżowego
30 g migdałów w płatkach + dowolna ilość do posypania zupy
(na tę ilość moim zdaniem ok. 100-150 g)
Sok z jednej pomarańczy
Łyżeczka słodkiej papryki
Sól
Wodę zagotowujemy i wrzucamy obrane i pokrojone na mniejsze
części marchew z pietruszką oraz pierś z kurczaka. Lekko solimy. Gotujemy ok.
15-20 minut, po czym wyjmujemy pierś i odkładamy do przestygnięcia. Do zupy dodajemy
obraną, pokrojoną w kostkę dynię. Dyni musi być tyle, aby wypełniała całą
objętość płynu w garnku. Dosalamy znów lekko i gotujemy. Podprażamy na suchej
patelni migdały na złoty kolor, co jakiś czas mieszając, aby się nie
przypaliły. Dodajemy podprażone 30 g migdałów do gotującej się zupy, a gdy
wszystkie warzywa będą już miękkie, całość blendujemy. Mogą pozostać w zupie
widoczne cząstki migdałów. Do kremu dodajemy „mleko” ryżowe, sok wyciśnięty z
pomarańczy, paprykę słodką i sól – tyle, żeby nam smakowało J. Następnie kroimy
pierś z kurczaka według uznania (u mnie paski) i wrzucamy do zupy. Ponownie stawiamy na palniku, aby była bliska
temperatury wrzenia i przygotowujemy ciasto na kluski.
Kluski:
2 żółtka
1 białko
80 ml mleka
Mąka pszenna 550
Mąka owsiana
Pół łyżeczki soli
Jajka roztrzepujemy z solą, dodajemy mleko oraz mąki na przemian
tyle, aby ciasto było na tyle gęste, by można je wykładać łyżką do zupy. Kiedy
już mamy ciasto gotowe dodajemy małe porcje ciasta do gorącej zupy (mniejsze
kluski są smaczniejsze). Gotujemy jeszcze 3 minuty i gotowe. Przed podaniem
warto posypać zupę prażonymi migdałami. Smacznego!
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)

















